Zadaniem chronometrażysty jest pilnowanie czasu. Każde spotkanie klubów Toastmasters odbywa się według wcześniej opracowanej agendy. Każdy punkt w agendzie ma określone ramy czasowe. Zadaniem chronometrażysty jest informowanie aktualnie mówiącego, ilu mu pozostało czasu.
Zazwyczaj poszczególne punkty agendy, mają trzy wartości czasowe.
Pierwsza z nich to wartość minimalna. Dany punkt agendy, dane wystąpienie nie powinny trwać krócej niż ten czas. Gdy czas ten jest ociągnięty chronometrażysta podnosi zieloną chorągiewkę lub kartkę, dając tym samym znak mówcy, że jak chce, to może już kończyć.
Druga z wartości jest pomiędzy minimalnym a maksymalnym czasem wystąpienia. Gdy jest osiągana, wtedy chronometrażysta podnosi żółtą chorągiewkę, dając tym samym mówcy znać, że powinien powoli zbliżać się do końca swojej wypowiedzi.
Trzecia wartość to czas maksymalny jaki może trwać dany punkt agendy. Gdy zostaje on osiągnięty wtedy chronometrażysta podnosi czerwoną chorągiewkę, co jest dla mówcy znakiem, że powinien bezwzględnie kończyć aktualną myśl i zakończyć wystąpienie.
Teraz kilka słów o indywidualnych przeżyciach podczas obcowania (słów dnia) w tej roli.
Przede wszystkim u mniej doświadczonych mówców, zwłaszcza w trakcie Gorących Pytań, widoczne było błagalne spojrzenie wypatrujące zieleni. Tutaj serce moje było nie ugięte i zieleń zawsze lądowała w czas.
Z drugiej strony bardziej doświadczeni mówcy, można by rzecz posiadający autorytet, przekraczali swój czas i wtedy były wątpliwości czy ja mam mu pokazać tę czerwień i robiłem to kilka sekund po czasie.
Jestem też zadowolony z formy mojego raportu, podczas którego łapałem kontakt wzrokowy z osobami o których akurat mówiłem.
p.s. Na koniec mała wzmianka o spotkaniu w Łodzi tydzień temu, gdzie byłem mówcą rezerwowym. Niestety nikt nie odpadł, więc nie wygłosiłem po raz drugi pierwszego projektu. Za to miałem przyjemność wziąć udział w sesji gorących pytań. Moim wyzwaniem było "Z którą postacią z Gwiezdnych Wojen nawiązał byś romans?". Jakoże nie widziałem żadnej części i słyszałem tylko o jakiejś księżniczkę, poprzez odwołanie do PKP i potępienie braku wyboru stwierdziłem że zmieniłbym jednak bajkę...